Październik 7, 2016 admin

T- Sting… pierwsze mocne odczucia

Witajcie, 

Jak już zdążyliście zauważyć jestem osobą, która jest otwarta na wszelakie nowości, choć do wszystkich podchodzę z wielkim sceptycyzmem. Tak było gdy ktoś polecił mi deseczkę, tak też był gdy Pedro podesłał mi link z filmem ukazującym działanie T-Stinga.

Nadmienię, że rollery w domu mam trzy (ku wielkiej uciesze mojej żony). Zwykły Black Roll, hardcorowy BatlleStar Kellego Starretta i jeden już niestety nie działający, który zakupiłem na samym początku (ale to akurat był błędem- oszczędzanie na nim, bo już się zepsuł – pękł– pod moją masą ciała?).

Sprzęt Kellego Starreta, który przyszedł do mnie ze Stanów to cudo techniki. Jak i narzędzie dla tych, którzy potrzebują mocnych wrażeń, a nie przyjemności związanej z miękkim piankowym rollerem. Używałem i nadal używam go w zasadzie każdego dnia. Jedynym minusem jest to, że jest wielki i składający się z trzech części… no i ciężki. Zabierałem go na wszelkie wyprawy wakacyjne (oczywiście ku uciesze żony), czy treningowe (ku równie wielkiej uciesze podopiecznych), ale było to strasznie upierdliwe, bo nosić musiałem trzy torby. Jedna z podstawowymi narzędziami tortur, druga z rzeczami na przebranie, a trzecia z Batllestarem.

Pojechaliśmy pewnego ranka do CrossRage (http://crossrage.pl/) . W samym miejscu do CrossFitu zakochałem się na dzień dobry. Później poznałem Marcina Szwajcara, twórcę i pomysłodawcę T-Stinga, którego mógłbym słuchać godzinami, ponieważ bije od niego taka sama miłość do T-Stinga jak moja do magicznej deseczki :). I już po przełamaniu lodów, ale jeszcze z dużym dystansem zaczęliśmy zabawy na podłodze… bolesne zabawy, z użyciem sprzętu dla twardych mężczyzn. Interesowały mnie różnice w doznaniach przy ćwiczeniach, mając na uwadze zwłaszcza te, które mogłyby się przydać biegaczom.

Całe podsumowanie wraz ze zdjęciami i konkretnymi ćwiczeniami znajdziecie jutro na moim blogu, dziś tylko odczucia.

Zaczęliś  od stóp i … eureka! Nie musze nosić ze sobą zawsze piłek do golfa (ku uciesze żony… w domu są wszędzie), T- Sting daje lepsze i ciekawsze doznania. Poszliśmy w górę. Achillesy. Oj nie bardzo  do tego momentu wiedziałem, poza manualną pracą palcami, jak je zadowolić w inny i ciekawszy sposób. Idziemy wyżej – łydki. Tutaj wiedziałem, że Batllestar jest mistrzem, ale ale… jeśli chodzi o ucisk punktów spustowych, tu znów można swoje łydki pięknie dojechać, że tak to ujmę 🙂 Wcześniej używałem albo kciuka, albo malutkiego drewnianego kołka, który co chwila z racji na swój rozmiar służył córce jako łyżka do karmienia lalek. Samo rolowanie było mega przyjemnym doznaniem, a ogłosy rodem z niemieckich  filmów nadawanych kiedyś wieczorem na RTLu. Potem masaż dołu podkolanowego… oczywiście dotychczas co jakiś czas robiłem to piłką do softballa, która jak to się dzieje z małymi reczami, co chwila ulegała zawieruszeniu. Miło i przyjemnie nie było, bo nie o to tutaj chodzi. Dalej poszliśmy w kierunku ud. Jak rolowanie czwórek w obu sprzętach było równie przyjemne to przy masażu dwójek doznałem olśnienia. Najczęściej ćwiczenie to wykonywałem siedząc na podłodze, ale wtedy… ale i o tym już jutro. Jedno mogę napisać teraz, od tego momentu rolowanie dwójek robię tylko za pomocą T-Stinga i cały czas są to doznania niezapomniane. Godne polecenia. Ilu osobom bym tego ćwiczenie nie pokazał (najlepiej w piątkowy wieczór w knajpie… mima barmana jak kilka osób zaczyna robić miny z oczami na zewnątrz, a potem tylko mówią, jak to super było… bezcenna) są zachwycone i zmieniają swoje spojrzenie na rolowanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy dotarliśmy do pośladków, pachwin i ogólnie bioder… to już zaniemówiłem. Po pierwsze takich ćwiczeń nie znałem, a doznania… cóż ja będę się powtarzał. Potem doszliśmy do pleców, bo mimo iż ja prawie w ogóle zrezygnowałem z siedzenia, to większość moich podopiecznych nie… W porównaniu do  duoballa wreszcie mogłem dotrzeć do tych punktów a których najbardziej mi zależało i to na rozluźnionych mięśniach. O tym także będzie więcej jutro, komu bym nie pokazał tego ćwiczenia, to odczucia były takie same. Najpierw pojękiwania, potem wow, kończąc na uśmiechu.

Nasze zabawy trwały podczas dwóch spotkań ponad cztery godziny. Wiem jedno… Żałuję, że ten sprzęt nie pojawił się w moim życiu wcześniej bo nie musiałbym tylu różnych rzeczy kupić. Teraz na każdy trening, do pracy, czy gdziekolwiek indziej się wybieram, zabieram ten mały i lekki sprzęt, dający niesamowite i bardzo mocne odczucia.

Jutro napiszę dla kogo to sprzęt, jak wypadł w porównaniu do innych rollerów, a kto powinien się trzymać z dala od niego.

PS. Ku uciesze żony teraz sprząta po mnie jeden sprzęt na nie 10 różnych…

więcej o T-Stingu poczytacie tutaj -> http://repinpeace.com/pl/20-t-sting

a kupic możecie dla siebie, na prezent, albo pod choinkę tutaj – > http://crossrunshop.pl/glowna/218-t-sting.html?search_query=t-sting&results=1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZAPRASZAM DO KONTAKTU